2003
Podnieście wyżej głowy
Z Bogdanem Koterbą – architektem, koordynatorem w UM Mysłowice rozmawia Michał Liszka
- Czujesz się bardziej mysłowiczaninem czy krakusem ?
- Odpowiedź jest łatwa, i trudna; jak ludzkie losy. W Mysłowicach mieszkam już ponad 30 lat, ale moja rodzina od pokoleń pochodzi z Krakowa, z Galicji. Trochę wyrodziłem się z naszych tradycji zegarmistrzowskich, kończąc w 1964 r. architekturę na Politechnice Krakowskiej. Mój pradziadek, Aleksander Sulikowski, miał agencję sprzedaży i montownię szwajcarskiej Omegi na całą Galicję. Mieliśmy zakłady w Krakowie i we Lwowie. Każde z dzieci rodziny, po maturze, dostawało od babci srebrny, firmowy zegarek.
- Co za wiatr historii przywiał Cię do „Trójkąta Trzech Cesarzy”? Pracowałeś przecież u prof. Zina.
Tak, przez 5 lat. Wcześniej, w latach 1964-65 w Katedrze Urbanistyki i Panoramy Krajobrazu, u prof. Nowaka. Po półrocznym pobycie we Włoszech, znalazłem się na rozdrożu. Przyjaciel zaproponował mi pracę w wydziale urbanistyki Urzędu Miasta. Drugi powód był bardziej prozaiczny – mieszkanie. Odpowiadał mi również ówczesny klimat Mysłowic. Może nie na miarę klimatów krakowskich, ale wtedy Starówka (chociaż brzydsza) tętniła życiem. Poza tym z Mysłowic do Krakowa nie jest daleko i często bywam pod Wawelem. Chociaż wtedy moja decyzja dla rodziny była szokiem.
- Koordynator to brzmi trochę tajemniczo?
- Po prostu koordynuję pracę trzech wydziałów Gospodarki Gruntami, Geodezji i Kartografii, Budownictwa i Architektury, także Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Jestem też Miejskim Konserwatorem Zabytków. Mam pod sobą 42 osoby, w trzech budynkach urzędu. Na Powstańców, na Krakowskiej i przy pl. Wolności. Wcześniej byłem naczelnikiem wydziału, zastępcą prezydenta u prezydenta Padlewskiego (3 dni) i prezydenta Osyry. Do mnie nie ma zapisów na interwencje. Sprawy – gdy można – załatwiam od ręki.
- Architektura: zawód czy pasja?
- To musi przenikać, uzupełniać. Inaczej nie ma satysfakcji z pracy. Ja ją mam, bo coś udało mi się zrobić. Architekturę mysłowicką znam jak własną kieszeń.
- Na co więc zwróciłbyś uwagę miejscowym i obcym?
- Po pierwsze aby podnieśli głowy, trochę wyżej niż witryny sklepów i dostrzegli jak piękne są detale. Atlasy na Bytomskiej, amorki przy pl. Wolności 8, motywy roślinne, kariatydy, aniołki, głowice kompozytowe, detale fontanny przy ul. Krakowskiej 4. W tym wszystkim nie ma szmiry, chałtury, bo było robione w czasach prosperity miasta. Mysłowice były miastem celnym, a więc bogatym. Tu pracowali najlepsi architekci z Berlina i Wrocławia. Widać to także w obiektach sakralnych. Niektóre detale i budynki są zniszczone upływem czasu.
- Czy można temu jakoś zaradzić?
- Oczywiście, rzecz jedynie w pieniądzach i uprawnieniach. Obecnie mam bezterminową umowę (dzięki prezydentowi Osyrze) jako konserwator zabytków, dlatego mam możliwość uzyskania więcej uprawnień od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, który podpisuje umowę z osobą a nie urzędem. Już wykonaliśmy ponad 50 kart ewidencyjnych obiektów, opracowanych przez historyków sztuki i zweryfikowanych przez wojewódzkiego konserwatora; jest to pełna dokumentacja obiektów zabytkowych.
- Po co się to robi?
- Pozwala to na błyskawiczną reakcję w sprawach zabytków. Jeżeli jest w stanie ruiny i trzeba go rozebrać (np. ruina gazowni na rogu Strażackiej i pl. Wolności) lub wpisać obiekt do rejestru zabytków. W ramach planów przestrzennego zagospodarowania miasta oraz studium uwarunkowań, wytyczone zostały strefy ochrony konserwatorskiej, wymagające stanowiska „województwa”. To jest całe centrum Starego Miasta od kop. „Mysłowice” aż do Promenady, teren po drugiej stronie kolei – od ul. Słupeckiej do Chopina i Armii Krajowej.
- Konkretne przykłady zastosowań?
- chociażby zespół obiektów mieszkaniowych (willi) przy ul. Wojska Polskiego. Przemyślane remonty, pod nadzorem miasta, pozwoliły odkryć na nowo urok, piękno i indywidualizm tych domów dla niegdysiejszych mysłowickich elit. Kolejny przykład pozytywny to piękny budynek spółdzielni handlowej „Gwarek” na Wesołej. Obecnie prawo nie przewiduje pomocy finansowej dla firm i osób fizycznych. Natomiast miasto jest zobowiązane do pomocy w przypadku obiektów wpisanych do rejestru zabytków. Przez to przepadły np. piękne obiekty w centrum Wesołej, przy ul. Dworcowej. Ochronie konserwatorskiej podlega też szereg obiektów rozproszonych: kościoły w Brzezince i Dziećkowicach, Dom Pomocy Społecznej na Reja, stara szkoła w Krasowach (odratowana przez „Derratę”), cały zespół szybu „Bończyk”.
- Sporo kontrowersji wywołuje rewitalizacja Rynku i ul. Grunwaldzkiej?
- Dobrym pomysłem było odtworzenie bruków. To należy kontynuować na Powstańców, Bytomskiej, Mieroszowskiego, gdzie pod asfaltem jest kostka granitowa. Ten temat trzeba kontynuować. Miasto oczekuje na inwestorów, którzy byliby zainteresowani terenami w ciągu BPH. Aż proszą się remonty elewacji w tym rejonie, ale to kosztuje. MZGK ma również dokumentację remontów obiektów przy pl. Wolności 7, Grunwaldzkiej 20 i 22 (autorstwa G. Szewczyka), Matejki 3, 5, 7, czy Żwirki i Wigury (Opr. M. Zygmunt). Diabeł nie tkwi w szczegółach, ale w… kasie.
- Jak oceniasz mysłowickie „blokowiska”?
- Osiedle Chopina z lat 60-tych to typowy socrealizm. Zadaniem „Chopina” z lat 80-tych, zespół Różyckiego – Nowowiejskiego, zabudowa wzdłuż Mikołowskiej (proj. Miastoprojekt Katowice – inż. Krystian Lasek) – zaczyna się uważać wprowadzenie różnorodności w „blokowiskach”. Zabudowa oś. Powstańców Śląskich (Miastoprojekt K-ce: inż Trzcionkowski) to ciekawa sylweta od strony autostrady. Nie została natomiast zakończona realizacja zabudowy skarpy nad Przemszą w kierunku północnym – Trójkąta Trzech Cesarzy. Można stwierdzić, że brakuje projektowi piątej kondygnacji – interesujących zadaszeń (jak w Katowicach k. AWF-u). Zabudowa jednorodzinna jest interesująca dopiero od lat 90-tych, gdy można było korzystać z wszelkich projektów, materiałów budowlanych; odrzucając nieżyciowe normatywy.
- Podobno szewc bez butów chodzi?
- Chodzi ci zapewne o dom, który buduję od 20 lat, ale mam już stan surowy zamknięty.
- Czego się jeszcze dorobiłeś w Mysłowicach?
- Zawału w 1999 roku. To oczywiście żart. Niech dorobek oceniają inni.
- Bogdan Koterba prywatnie?
- Mieszkam w Janowie. Chleb kupowałem u Łukaszków, potem od Michalskiego. Lubię przyrodę, urlop spędzam prymitywnie – pod namiotem. Nienawidzę telefonów, oczywiście po godzinach pracy. Zainteresowania: grafika, rysunek piórkiem ale nie koniecznie węglem. Lubię pracę i zabawę na działce. Lubię pichcić – umiem wszystko ugotować, co jest doceniane. Jestem członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków. Mam czworo dzieci, żonę, Bożenę – młodszą, ode mnie, a więc muszę się starać...
Życie Mysłowic nr 16 (290), 31 sierpnia 2003, cena 1.80 zł





