2020
Odszedł Korneliusz Myszor – pasjonat muzyki i dobry człowiek
Pożegnaliśmy znamienitego mieszkańca Mysłowic. Dla wszystkich licznych Jego przyjaciół, koleżanek i kolegów oraz znajomych nagła śmierć Korneliusza Myszora stanowiła ogromne zaskoczenie. Zmarł bowiem, mimo swoich 82 lat, w pełni sił twórczych, będąc niezwykle aktywnym na niwie kultury, a zwłaszcza muzyki.
Mszę św. żałobną w kościele pw. Niepokalanego Poczęcia NM Panny i św. Maksymiliana Kolbego w Mysłowicach Janowie odprawił 10 października ksiądz Krzysztof Szota. Podczas mszy śpiewały dwa chóry, których Zmarły był bardzo zaangażowanym członkiem: chór mieszany „Jubilate Deo” pod dyrekcją Joanny Bliwert-Hoderny oraz chór męski „Hejnał” prowadzony od kilkunastu lat przez p. Korneliusza. Do mszy grał i akompaniował chórom na organach Piotr Nowatkowski.
Korneliusz Myszor urodził się 7 sierpnia 1938 roku w Żorach. Ukończył między innymi studia inżynierskie, pracował jako inspektor budowlany, kierował wieloma inwestycjami budowlanymi. Był członkiem Śląskiego Związku Chórów i Orkiestr. Żona Urszula uczyła muzyki w szkole, jeden z ich synów, Przemysław, gra w zespole „Myslovitz”, drugi, Piotr, jest dziennikarzem.
– Moja wspólna muzyczna przygoda z Nim trwała aż 25 lat – zwierza się J. Bliwert-Hoderny, dyrygentka chóru „Jubilate Deo”. – Początkowo uczestniczył w naszych próbach i występach od czasu do czasu, ale już od 18 lat regularnie, wraz ze swoją żoną, bratem Janem i szwagierką Gabrielą. Był człowiekiem z klasą, dystyngowanym starszym panem, osobą rzetelną, odpowiedzialną i bardzo koleżeńską. Śpiewał w tenorach, ale bez większego problemu wykonywał też partie basowe. Poproszony o pomoc nigdy nie odmawiał. Zawsze skromny i powściągliwy, można rzec – tradycjonalista, ale chętnie podejmował nowe wyzwania. – Pamiętam, jak rozpoczęłam wprowadzać muzykę hebrajską do programu chóru. Początkowo traktował to z rezerwą, jednak po pewnym czasie bardzo polubił te utwory i nawet okolicznościowo był naszym „rabinem” – śpiewał solo w utworze S’hma Israel. Podczas naszego wspólnego pobytu w Izraelu zakupił sobie kipę – tradycyjne żydowskie nakrycie głowy i później nie wahał się jej ubrać podczas występów. Miał nawet okazję zaśpiewać w duecie z autentycznym rabinem z gminy żydowskiej w Katowicach podczas naszego występu w muzeum mysłowickim.
Kiedy zaczęliśmy śpiewać muzykę gospel, też widziałam Jego wahania. Jednak, mimo swoich wątpliwości, podjął się od razu nowego zadania. Po warsztatach muzyki gospel z prof. Moniką Zytke podszedł do niej i powiedział: – Przekonała mnie Pani do tego „gospla”. Mało tego, żeby mu było łatwiej śpiewać te utwory, w wieku 70 lat podjął się nauki języka angielskiego! Pan Korneliusz uczestniczył we wszystkich występach naszego chóru. Dwukrotnie był z nami w Holandii, dwukrotnie w Niemczech, a także na Międzynarodowych Festiwalach Muzyki Cerkiewnej – w Hajnówce i w Białymstoku. Brał udział w nagrywanych wspólnie Teatrem Śląskim w Katowicach nabożeństwach radiowych (trzykrotnie) i telewizyjnych (dwukrotnie).
Uczestniczył w nagrywaniu trzech płyt naszego chóru, śpiewał podczas dorocznych zjazdów chórów ewangelickich diecezji katowickiej. 10 października, pożegnaliśmy Go tradycyjnymi pieśniami: „Za rękę weź mnie Panie”, „Bliżej o bliżej”, „Veni Jesu”, „Ojcowski dom” i naszą pożegnalną pieśnią „Z Bogiem, aż zejdziem się znów”.
Ze względu na ograniczone miejsce w tygodniku zamieszczę tylko kilka wyimków z licznych wspomnień i zwierzeń śpiewaków z „Jubilate Deo”. – Korneliusz był nie tylko znakomitym śpiewakiem, ale także wspaniałym człowiekiem, na którym można było zawsze polegać – mówi Lidia Cierpka z Lędzin, prezes tegoż chóru, która śpiewa w nim wraz z mężem Henrykiem. – Nie mówił dużo, ale jak już coś powiedział, to miało to swój sens i logikę.
– Wujek dbał o mój rozwój intelektualny, ofiarowując mi między innymi ciekawe książki, oraz emocjonalny poprzez wręczanie mi na każde moje urodziny słoneczników – zwierza się Jego bratanica Ewa.
– Jego chęć niesienia pomocy innym przejawiała się też w przekazywaniu darów dla Hospicjum Cordis – mówi Małgorzata Mendera.
– Korneliusz reprezentował ginący już gatunek mężczyzn, był bowiem uosobieniem dżentelmena – twierdzi Teresa Orlińska-Pięta. – Był uosobieniem dżentelmena i szarmanckiego wobec kobiet pana. Kochał żonę, dzieci oraz najbliższą rodzinę i był również kochany z wzajemnością. Powszechnie znany w Mysłowicach, gdy zmarł, mówiono: to ten wysoki, siwy i dystyngowany starszy pan.
– Nie znam nikogo, kto by o Nim źle mówił i nikogo, kto miałby Mu coś do zarzucenia – mówi Jerzy Mantaj z Lędzin. – Korneliusz był jednym z filarów naszego chóru, jednym z tych ludzi, których nie da się w pełni zastąpić.
Dodajmy jeszcze, że p. Korneliusz przez kilkanaście ostatnich lat prowadził wspomniany męski chór „Hejnał”, w którym śpiewał od młodych lat. Pałeczkę dyrygenta przejął od Alojzego Bary. By się dobrze z tej funkcji wywiązywać, uczęszczał na kurs dyrygencki w Filharmonii Śląskiej.
Będzie nam Go bardzo brakowało! Wierzymy, że chór „Hejnał” znajdzie nowego dyrygenta, gdyż muzyka jest ludziom potrzebna do życia jak powietrze. Śpiewając oczyszczamy się ze złych emocji i jednoczymy się ponad wszelkimi podziałami!
Mirosław Leszczyk
Co Tydzień nr 43, 22 – 28 października 2020 r.






