1927

Przemszą i Wisłą z Mysłowic do Warszawy

 

Przeszło sto lat istnieje żegluga na górnej Wiśle od Mysłowic do Sandomierza. Przez długie lata była ona jednakże zupełnie prymitywną, posługiwała się galarami drewnianemi, o bardzo małej pojemności.

 

Dopiero w r. 1926 grono ślązaków, uchodźców z nad Odry, którzy byli świadkami rozwoju żeglugi na górnej Odrze, zorganizowało się w spółdzielnię z ogr. por., pod nazwą „Zjednoczona Żegluga na Górnej Wiśle". Spółdzielnia ta, wzięła sobie za cel — mając wśród swoich członków ludzi fachowych — budowę odpowiednich łodzi. Przystąpiwszy do przedsięwzięcia z całą energją, a opierając się jedynie na własnych środkach finansowych, spuszczono w sierpniu 1926 roku, łódź żelazną, tak zwaną berlinkę, długości 45 m., szerokości 7 m. o pojemności 300 ton.

 

Pierwszy spław, pomimo przeróżnych trudności wypadł zadawalająco. To też w jesieni tego samego roku rozpoczęto budowę drugiej berlinki, którą dzięki udzielonej pożyczce, puszczono w ruch w marcu b. r. W maju rozpoczęto budowę trzeciej łodzi, jednak z powodu braku funduszów budowę przerwano; członkowie spółdzielni, to przeważnie uchodźcy, którzy utracili większą część swego mienia.

 

Należy spodziewać się, że miarodajne czynniki poprą usiłowania zaprowadzenia żeglugi na górnej Wiśle przez udzielenie kredytów na budowę większej ilości łodzi, a przedewszystkiem przez przystąpienie jaknajszybsze do regulacji górnej Wisły. Nowa, naturalna droga komunikacyjna między ośrodkami przemysłu a resztą kraju, to jakby nowy węzeł międzyŚląskiem a Macierzą.

 

KrakowiankaPoświęcenie "Krakowianki"
(W tle pola brzęczkowickie, kom. MDH)

 

Na wiosnę r. b. p. Andrzej Sapok, prezes „Zjednoczonej Żeglugi na Górnej Wiśle" spławił Wisłą dwie berlinki „Górnoślązaczkę" i „Krakowiankę" z Mysłowic do Warszawy. Poniżej dzieli się swemi ciekawemi spostrzeżenia mi fachowemi:

 

„W marcu 1927 załadowaliśmy po 200 ton węgla z Niwki pod Mysłowicami do Nowego Korczyna. Po wyładowaniu węgla, załadowaliśmy na Nidzie w Nowym Korczynie kamień gipsowy po 250 t. do Warszawy. Spław od Nowego Korczyna do Sandomierza i Zawichostu (287 km.) odbył się bardzo dobrze. Wisła na tej przestrzeni jest w znacznej części uregulowana.

 

Od Zawichostu do Warszawy napotkaliśmy na bardzo poważne przeszkody, przeważnie w okolicy Puław, gdzie Wisła dzieli się kilkakrotnie na dwa lub więcej koryt. Koryto spławne jest miejscami płytkie. — Zauważyliśmy w kilkudziesięciu miejscach, że z powodu braku regulacji i tamowania brzegów, woda podmywa corocznie duże przestrzenie nad brzeżne, unosząc w ten sposób ze sobą setki mórg uprawnych pól i żyznych łąk. Pewien włościanin skarżył się nam, że w ciągu 14 dni podmyła mu woda 1600 m2 obsianej roli. — Przez owo podmywanie brzegów dostaje się corocznie do Wisły tysiące metrów sześciennych piasku, wytwarzając ogromne ławice piaszczyste, które są najpoważniejszemi przeszkodami dla żeglugi rzecznej, a pozatem powodu ją w porze deszczowej wylewy.

 

Mimo wszelkich trudności na nieznanej nam dotąd Wiśle, dojechaliśmy w początku maja bez żadnego wypadku do Warszawy, witani przez władze, które wyraziły nam swe uznanie, jako pionierom żeglugi na górnej Wiśle łodziami o tak wielkiej pojemności. — Wracaliśmy do domu zadowoleni, bogaci doświadczeniem, że nasza Wisła w całym swoim biegu nadaje się więcej do żeglugi, jak Odra, i przy odpowiedniej regulacji, mogłaby się zczasem rozwinąć na pierwszorzędną drogę komunikacyjną między naszą bogatą dzielnicą a morzem".

 

Morze nr 10, Październik 1927 r.

 

 

 

 

 

Pliki cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.