2019
Przemysł (część 2)
Praca górnika zawsze należała do ciężkich i niebezpiecznych. Także w obecnych czasach. Jakże o wiele gorszą była na przełomie XIX i XX wieku. Co prawda pojawiają się ciągle jakieś nowinki techniczne, jednak w tamtym czasie stosowano nieustannie stare, sprawdzone metody.
Przede wszystkim na przełomie XIX i XX wieku pracowano przy pomocy kilofa. Trzeba było mieć dużo siły, by w taki sposób wydobywać węgiel. Kilof był sprawnym narzędziem, ale tylko ręcznym. Uderzano nim z całej siły w czarną skałę, a co wybito, zbierano do wózków. Czasy, gdy górnicy swój urobek wkładali do skrzyń, albo do wózków na szynach i sami to pchali, minęły bezpowrotnie. Teraz zajmowały się transportem konie. Przy okazji metod pracy warto zwrócić uwagę na fakt, że kilofami pracowano tylko w mniejszych korytarzach. W tych większych stosowano już od pewnego czasu materiały wybuchowe. Jednak były one bardzo niebezpieczne, gdyż od eksplozji mogły się zapalić gazy kopalniane i pył węglowy. Krokiem milowym w użyciu materiałów wybuchowych było zastosowanie dynamitu, który wprowadzono do użycia w pierwszych latach XX wieku. Zastosowanie tej niebezpiecznej metody wydobycia spowodowało gwałtowny wzrost produkcji węgla. Dzięki temu można było więcej węgla eksportować w różne strony Europy.
Karbidka. Ze zbiorów izby regionalnej SP4 w Mysłowicach
Warto też zwrócić uwagę, że czas, gdy zatrudniano w kopalniach dzieci, już dawno minął. W I połowie XIX wieku opłacało się zatrudnić dziecko w kopalni, gdyż mogło się wcisnąć w pokład węgla, do którego nie wszedł dorosły. Płaciło się takiemu młodemu o wiele mniej niż dorosłemu, ale praca była o wiele bardziej niebezpieczna niż dorosłego. Stąd częste wypadki i śmierć młodych. Często też stawali się oni kalekami. Jednak w sukurs takim praktykom przyszła przymusowa edukacja. Dzieci zamiast pod ziemię do kopalń, musiały iść do szkoły. Oczywiście był to pewien problem dla rodzin, gdyż posyłano dzieci do pracy z powodów niskich zarobków rodziców, jednak na przestrzeni XIX wieku zarobki systematycznie wzrastały, więc nie odczuwano tak mocno faktu, że dzieci zamiast do pracy poszły do szkół. Za to lepiej wyedukowani pracownicy otrzymywali lepsze wynagrodzenie. W omawianym czasie zatrudniano młodych już w wieku 14 lat. Młodszych zdecydowanie nie.
Górnicy pracując pod ziemią musieli jakoś sobie oświetlić podziemne czeluści. Początkowo to były pochodnie, jednak im głębiej pod ziemię, tym częstsze występowanie wybuchowe go metanu. Pochodnie stawały się niebezpieczne. Konstruowano różnorakie urządzenia do oświetlania, ale najpopularniejszą była lampa karbidówka, zwana popularnie karbidką. Składała się z dwóch części. Dolna była zbiornikiem na substancję podobną do kamienia o nazwie karbid. Reagował on z wodą, wydzielając acetylen. Przepływał on do dyszy, która znajdowała się w górnej części lampy. Trzeba było gaz zapalić i można było z niej korzystać. Karbidka miała też specjalną rączkę, by łatwo można było ją nieść lub zawiesić na haku. Gdy woda wyczerpała się w wyniku reakcji, trzeba było ją uzupełnić. Na kopalni zazwyczaj nie było problemów z wodą. Nie musiała być czystą, mogła być zanieczyszczona. Nawet w sytuacjach skrajnych, gdy wody nie było, górnicy korzystali z własnego moczu. Można było do zbiornika na sikać, by nadal z karbidu ulatniał się gaz. Bez względu na zastosowaną ciecz, karbid miał pewną wadę. Otóż wydzielał się niezbyt przyjemny zapach. On powodował pewien dyskomfort, chociaż górnicy byli do niego przyzwyczajeni, a pompowane powietrze przewietrzało korytarze. Lampy te miały także poważną wadę, gdyż świeciły otwartym ogniem, co w przypadku kontaktu z metanem mogło zakończyć się wybuchem i katastrofą. Dlatego poszukiwano innych sposobów na oświetlenie podziemi.
Dużą pomocą było odkrycie przez Edisona lampy elektrycznej. Prąd był wytwarza ny już w II połowie XIX wieku i często pojawiały się urządzenia elektryczne. Na przełomie XIX i XX wieku zaczęło pojawiać się oświetlenie elektryczne. Jednak było ono drogie. Za to o wiele bezpieczniejsze od stosowanych do tej pory lamp karbidowych i naftowych.
Tomasz Wrona
Co Tydzień nr 9, 28 lutego – 6 marca 2019 r.





